Jeszcze taka ciekawostka, że raz Boczek zagłosował z dupy na mnie, a potem ja na Boczka. Niby cały czas go oskarżałem, a on miał mnie na widelcu to milczeliśmy i nie obrzucaliśmy się już błotem. Myślałem że ktoś to wyłapie.
No były pewne problemy z komunikacją na początku gry. Szczególnie z Gortim (Mieszkiem) jakoś się dogadać nie potrafiłem w kwestii koncepcji rozgrywki (ileż to on razy powtarzał, że już przegraliśmy, by potem po dwóch dniach świętować wygraną :D), uznałem jednak, że ta jego fantazja nie powinna być ujarzmiana, gdyż jego gra była aż tak nienaturalna, że aż naturalna...
Natomiast zwrócę uwagę na jedną rzecz. Obaj mafiozi padli w zasadzie tylko dlatego, że mafia tego chciała. Pandymir padł by tak czy siak. Natomiast przewidując, że za postacią Nocnego kryje się ktoś mocny, uznałem, że warto wykorzystać moment i kosztem Pandymira ustawić się w zasadzie do końca rozgrywki.
O Norwida pytałem wszystkich w sposób tak nachalny, że... tylko Liczi to dostrzegł, ale na niego z kolei miałem to, że broniłem go przy Pandymirze.
Fajnie też się udawało pijanego (wstawka o druhu i kompanie Piotrku Bocianie).
Żurasa rozpoznałem po jednym z postów, gdzie wskazywał bodaj Sashe i Nocnego i pisał o tym, że mu śmierdzi 3 strona rozgrywki. Nikt inny w takim stylu nie pisze. Cieszyłem się niesamowicie, że miasto go zlinczowało...
Nie trafiłem z mordem na Lowriderze, no ale za to zabiłem Gogelsa, więc w sumie wyszło dobrze ;)
Nie no Pandymir padłby dzień lub dwa później. O to mi chodziło. A zamiast niego padłby taki Liczi, jedyny miastowy, który w tej edycji cokolwiek ogarniał, ale któremu w pewnym momencie zabrakło wiary we własne przypuszczenia.
Dzięki za grę wszystkim. Nie była to dla mnie wymarzona edycja, bo akurat mój warunek to żadna ściema, ale starałem się jak mogłem. ; ) Najgorzej chyba nie było, Sashkę mi się udało szczęśliwie wyłapać, no i lincz na mnie też na pewno pomógł w wygranej, także tragedii nie ma. Props dla wszystkich mafiozów, szczególnie dla naszego mózgu egzego. No i Gorti mimo, że szczerze mówiąc, całą edycję do niego podchodziłem raczej sceptycznie też rozegrał ładne zawody.
Z miasta nie jestem w stanie za bardzo nikogo wyróżnić. W naszej wygranej było bardzo dużo szczęścia, ale tak jak już ktoś wspomniał samo miasto poprzeczki też nie postawiło wysoko.
Naszym głównym szczęściem było to, że miasto było tak nieporadne.
Podpucha pisze słusznie, że wszystkie tropy wskazują na Boczka, a kwestią sporną jest tylko to czy jest w mafii z Zeligem czy z Nocnym Szwendaczem czy z kimkolwiek innym. Po czym nie następuje atak na mnie, tylko rozkminianie kogo lepiej zajebać Zeliga czy Nocnego. No jaja.
Ja sobie siedziałem spokojnie w mafijnej norce (fajne mafijne wyrażenie wymyśliłem nie?) i nikt nawet nie ogarnął, że największy mafijny wjebaniec wśród tych, którzy zostali przy życiu w ostatnich dwóch godzinach w ogóle się nie odzywa.
Jezus, który twierdził, że coś szybko te głosy przechodzą z Zeliga na Licziego, wierzył w to, że mafiozi zagłosują tak jak zadeklarują (generalnie tak głosowali, ale przecież nie musieli), przecież zakładając, że to tak szybko przechodzi trzeba było ogarnąć, że jednak podejrzanych jest dwóch niewinnych.
Ksiądz modlący się za graczy, których mafia nie miała potrzeby zabić po odjebaniu detektywa.
Detektyw, który myli miasto i wpycha do grobu miastowego.
Miasto linczujące Żurasa...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach