| Cytat: |
| Listonosz tego dnia ręce miał pełne roboty. Każdy mieszkaniec miasta otrzymał list o nieco enigmatycznej treści: "Podziękujcie papieżowi. Dzisiaj jeszcze nikomu włos z głowy nie spadnie"
Kilka godzin później nad miastem pojawiła się smuga dymu. Kebab U Szwagra został spalony... |
| Cytat: |
| Mieszkańcy powiesili Harry'ego Pottera na rynku. Pięciu z nich zerkało na siebie ukradkiem w trakcie egzekucji. Po wszystkim mieszkańcy rozczarowani rozeszli się do domów, ale owych pięciu udało się na krótką naradę na skraj lasu. Jeden z nich, upewniwszy się, że nikt ich nie śledził, rzekł do Ojca Chrzestnego:
- Doskonała wiadomość Ojcze, Clark Griswald popełnił samobójstwo. Ojciec Chrzestny spojrzał na zgromadzonych i przemówił: - Dobrze. Bardzo dobrze. Wybijemy ich jak żydów. Chodźcie, poszwendamy się tu i ówdzie. Piątka ruszyła przed siebie, cicho, powoli. Zakradli się do pobliskiego mieszkania. Zapukali. Otworzył im gospodarz. - Ach, to wy! Tak, tak, wchodźcie. Też jestem wstrząśnięty tymi dwoma zgonami. Słowo daję, nie mam zielonego pojęcia co to za szajka grasuje w tym spokojnym mieście. Czekajcie, przyrządzę wam herbatę. Nie przyrządził. Pięć szybkich, precyzyjnych strzałów wbiło się w jego ciało: brzuch, serce, szyję, usta i czoło. Mocny Szwendacz padł martwy na werandę. - To jeszcze nie koniec - powiedział Ojciec Chrzestny. Przetransportowali ciało na rynek, zawiesili je o bal i przyczepili karteczkę z napisem: "Każdy z was musi jutro dostarczyć na skraj lasu 100 złotych monet i rumaka. Jeśli ktoś tego nie zrobi, będziemy dalej was wybijać co 48 godzin." Karteczki nie podpisano, był na niej taki znak. |
| Cytat: |
| - Ojcze Chrzestny, jedziemy do Ciebie i zaraz będziemy.
Po chwili przybyli. Cała trójka. Ojciec Chrzestny przemówił do nich gdy już usadowili się na sofie. - Myślicie kogo dzisiaj zabijemy? Ja też nad tym myślałem. Wybór może być tylko jeden, w innym wypadku dwóch z nas wpadnie w pułapkę. Wyszli szybko z domu i udali się w głąb miasta. Szli. Szli. Dotarli do celu. Diler zapukał trzykrotnie. W głębi mieszkania dało się słyszeć jęki. Po chwili w progu stanął wysoki mężczyzna. Cztery szybkie strzały przebiły jego czaszkę. - To nie nasz cel... Idziemy, szukać! Zaczęli przeszukiwać mieszkanie. W końcu Diler znalazł cel, leżał skulony pod łóżkiem. Diler wyciągnął cel i rzucił go a łóżko. Zawołał resztę. Przybyli. 4 strzały trafiły w cel. W narząd płciowy, w serce, w szyję i w głowę. - Ciągnąć potrafiła, żyć nie umiała.
|
| Cytat: |
| Smuga dymu, która od kilku dni unosiła się nad miastem wreszcie opadła. W okolicy zapanował błogi spokój...
http://www.youtube.com/watch?v=pe42MNDjxTk |
| Cytat: |
| Ryk śmiechu wydarł mu się z gardła. Wypił kieliszek. Zapalił. Przemówił do dwójki:
- Ułomność tych wieśniaków jest porażająca. X, Y, bierzcie sprzęt i w drogę. Szybko. We don't have much time - Ojciec Chrzestny błysnął angielszczyzną. Ruszyli, nie biegli. Gangsterzy nie biegają. Ojciec Chrzestny szedł z przodu, dumny i z krnąbrnym uśmieszkiem. Diler i Doradca tuż za nim. Dotarli. Puk puk. Puk puk. Cisza. Hałas za drzwiami, ktoś zaczął się gwałtownie ruszać. Ojciec Chrzestny spojrzał na podwładnych i gestem pokazał im by atakowali. Wyrwali drzwi z zawiasów i zaczęli ostrzał. Pif paf. Pif paf. Ojciec Chrzestny podniósł rękę, przestali strzelać. Wszedł. Spojrzał na ciało i rzekł: - Film dobry, ale on po [i]Grease to tylko komercja. Na szczęście już więcej nie zagra.[/i] |
| Cytat: |
| Ojciec Chrzestny zaszachował Dilera, a po chwili krzyknął SZACH MAT i było po grze. Trzeci przyglądał się rozgrywce czyszcząc rewolwer. Siedzieli w domu Dilera i byli w szampańskich nastrojach. Pół godziny temu mieszkańcy, te śmieszne larwy, ubili Popka Monstera a teraz płaczą z bezsilności w kątach swoich domów. Ojciec Chrzestny upił ostatni łyk ambrozji i krótko powiedział:
- Już pora. Wyszli. Udali się powoli w kierunku domu nr 15. Po chwili dotarli na ganek. - Gwiazdorek ma wyobraźnię - szepnął Ojciec Chrzestny na widok pięknego żywopłotu, złotych żaluzji i pawi w ogrodzie. Puk puk. Puk puk. Za drzwiami cisza. Puk puk. Nagle... PUF! wystrzał jak z armaty, drzwi wypadły z zawiasów. Pocisk drasnął Dilera w udo. Ojciec Chrzestny w mig zareagował i oddał serię strzałów na oślep. Znów cisza. Weszli do środka przy akompaniamencie przekleństw Dilera i ujrzeli leżącego martwego człowieka z dziurą pośrodku czoła. Wściekły Diler wystrzelał cały magazynek w tors ofiary. To mu nie wystarczyło. Wyszedł na chwilę za dom i po 3 minutach powrócił z siekierą w ręku. Ojciec Chrzestny i Trzeci zdziwili się trochę, ale nie oponowali gdy Diler wyciął ofierze serce a potem odciął genitalia. Przywykli że gdy Diler się naćpa to jest nieobliczalny. Poza tym Ojciec Chrzestny wiedział że takie zwłoki odstraszą mieszkańców. - Finito z kurwą. Udo boli jak cholera! - Nie narzekaj. Wynieś ciało na główny rynek i spadamy. Migiem. Diler tak zrobił. Ciało złożono na rynku. Trójka oddaliła się w pośpiechu w stronę domu Dilera. Nazajutrz prasa miała co robić, w końcu to kolejny zamordowany gwiazdor filmowy. |
| Cytat: |
| - Hahaha. A nie mówiłem? Nie mieli żadnych szans, nie mieli o nas pojęcia.
- Masz rację Dilerze, świetnie to rozegraliśmy. Teraz trzeba zabić ostatniego i zwycięstwo jest nasze. - Idziemy - powiedział krótko Ojciec Chrzestny. Poszli. Doszli. Zapukali. Otworzył im. Trzy szybkie, celne strzały w czoło i padł martwy. - Ten idiota bardzo nam pomógł, szkoda go w sumie - rzekł Diler. - Nie szczędź głupców - odparł Trzeci. Stali minutę w ciszy spoglądając na martwe ciało ofiary. Cel został osiągnięty, wygrali. Ojciec Chrzestny wyjął telefon i dwukrotnie zadzwonił, w obu rozmowach powiedział tylko: Udało się. - Do kogo dzwoniłeś Ojcze Chrzestny? - spytał Diler. - Do Adama Norwida i Pandymira Więc. Pierwszy przebywa na Barbadosie a drugi w Koszalinie. Żyją, żyją, o tak mój drogi Dilerze. Zdążyli opuścić miasto w samą porę. - Co teraz Ojcze Chrzestny? - spytał Diler. - Mów mi po imieniu, nie ma już po co się ukrywać. Książę, Ty również. - Arnie, chyba zasłużyliśmy na szklaneczkę czegoś mocniejszego? - spytał zagadkowy Trzeci. - Oj tak, wstąpmy na chwilę do oberży i spadamy - odparł Arnold Boczek. - Frankie Yale, wybacz mi te ataki i wyzwiska, ale przyznasz, że to było genialne zagranie - stwierdził Mieszko I. - Nie ma sprawy! - zawołał Frankie Yale i cała trójka z uśmiechem oddaliła się w stronę oberży. Obrazek Obrazek Obrazek Ostatni zmarł Leonard Zelig [*] |